Zniszczone ogrodzenia, rozorane trawniki, zagrożenie w ruchu drogowym. Problem z dużą liczbą dzików występuje już w każdej części Bytomia. Zwabione łatwym pożywieniem, wychodzą na żer blisko szkół i osiedli. Mieszkańcy apelują do prezydenta o pomoc.


O interwencję w sprawie dzików zwrócili się niedawno mieszkańcy Suchej Góry. W swojej petycji piszą: Zwierzęta te codziennie podchodzą pod nasze domy, a nawet przedzierają się przez ogrodzenia i ryją ziemię na naszych posesjach(…) Zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. Boimy się wychodzić z domu, bo po ulicach spacerują dziki. 

Z podobnymi problemami od dawna spotykają się też miechowiczanie, gdzie autostrada przecięła na pół tamtejszy las oraz mieszkańcy Stolarzowic, Górnik, Stroszka, Łagiewnik i Rozbarku. Coraz częściej staż miejska i policja interweniuje w Śródmieściu – w Parku Miejskim, a nawet na pl. Akademickim. 

Ingerencja w środowisko naturalne tych zwierząt spowodowała, że nie migrują one już w głąb lasu, ale wchodzą do miasta. Wzrostu populacji tych zwierząt należy też upatrywać w braku naturalnych wrogów i łatwym dostępie do pożywienia. To wszystko razem powoduje, że rozwiązania, które dotychczas stosowaliśmy, a więc odławianie i odstraszanie dzików, przestają przynosić oczekiwany efekt - mówi Marek Gorzkowski, naczelnik Wydziału Inżynierii Środowiska UM. 

Z pewnością dziki trzymałyby się z daleka od ludzkich osad, gdyby nie niefrasobliwość mieszkańców, którzy świadomie lub nie, dokarmiają te dzikie zwierzęta. Służby miejskie systematycznie informują zarządców wspólnot mieszkaniowych, aby zwracali uwagę na porządek wokół śmietników, odpowiednie zabezpieczenie kontenerów. Apelują też do osób odwiedzających bytomskie parki, by nie zostawiały tam pożywienia. 

Nie raz byłam świadkiem, jak sąsiad wracający wieczorem z pracy nie mógł wejść do domu, bo wokół kręciła się locha z małymi. Nic dziwnego, skoro chwilę wcześniej sąsiadka przygotowała im ucztę z obiadowych resztek. Jak widać apele spółdzielni mieszkaniowych nie znajdują odbiorców – mówi mieszkanka jednego z osiedli w Miechowicach. 

Biorąc jednak pod uwagę, że akcja z użyciem broni palnej miałaby miejsce w terenie zabudowanym, miasto korzysta z usług specjalistycznej firmy odławiającej i przewożącej dzikie zwierzęta w głąb lasu. 

Tylko w tym roku odprowadzono do lasu prawie 300 osobników. Nie mamy jednak gwarancji, że wywiezione zwierzęta nie powrócą. Za skuteczność tej akcji w znacznej mierze odpowiedzialni są ludzie. Jeśli chcemy pomóc dzikom, musimy zrozumieć, że dokarmianie ich jest szkodliwe, niszczy równowagę w przyrodzie i stwarza niebezpieczeństwo zarówno dla ludzi, jak i dzików - mówi Marek Gorzkowski.  

By zatrzymać wędrówkę dzików na tereny zamieszkałe, z budżetu miasta dofinansowywane są zakupy sprzętu (kamery), paszy, która służy do tworzenia stref ochronnych ( np. pasy kukurydzy) oraz środków chemicznych odstraszających dziką zwierzynę. 

Gmina ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom. Bez rozumienia tego poważnego tematu, jakim jest wyhodowanie dzika miejskiego, bo tak przewrotnie można nazwać bytujące tu zwierzęta, wyczerpawszy wszelkie sposoby na zredukowanie liczby występujących osobników, konieczne mogą być radykalne rozwiązania - mówi Marek Gorzkowski. 

Do końca roku Bytom ma podpisaną umowę z firma świadczącą usługi polegające na interwencyjno-incydentalnym odstraszaniu i odławianiu dzików, które zbyt pewnie poczuły się w ludzkich osadach.